[Wstecz]
[Strona Główna] |
| "Bracia Polscy" 340 ROCZNICA WIELKIEJ HAŃBY |
Cóż to za rocznica? Czego dotyczy? Jakie były jej dzieje? Jakie znaczenie ma ona dla nas dzisiaj?
Oto pytania na które niniejszy artykuł postara się odpowiedzieć.
10 lipca 1658 r. rozpoczął w Warszawie obrady sejm - pierwszy od czasu rozpoczęcia wojny polsko-szwedzkiej. Na początku obrad sejmowych, jezuita Seweryn Karwat w swoim kazaniu wezwał do rozprawienia się z wszystkimi wrogami "państwa i kościoła". Największymi wrogami Kościoła Katolickiego byli oczywiście Bracia Polscy tzw. arianie. Całą winę za tragedię jaka spadła na kraj zrzucono na nich. Oskarżono ich o zdradę. Ks. Jan Pigłowski wołał w swoich kazaniach, że "za ich niedowiarstwo Bóg Polskę karze".
20 lipca uchwalono ustawę, która nakazywała Braciom Polskim w ciągu trzech lat, albo przejść na katolicyzm, albo wyprzedaż majątków i opuszczenie kraju. Za niewykonanie tego rozporządzenia dekret przewidywał karę śmierci. Pozbawiono ich wszelkich praw politycznych i swobody wykonywania praktyk religijnych.
Hańba tej uchwały sejmowej polegała na tym, że na wygnanie nie skazano przestępców politycznych, ale wyznanie religijne jako niebezpieczną herezję. Hańba ta jest o tyle większa, że ten sam sejm ogłosił hojną ręką amnestię dla wszystkich zdrajców narodu polskiego, zarówno katolickich jak i protestanckich. Jedynym wyjątkiem byli tylko i wyłącznie Bracia Polscy - arianie. Dekret ten spowodował pierwszą w dziejach polskich Wielka Emigracja.
Czym zasłużyli sobie ci ludzie, na takie wyjątkowe traktowanie? Jaka była ich wina i zbrodnia?
Aby znaleźć odpowiedź na te i inne pytania oraz odkryć prawdę, naszą opowieść musimy zacząć od początku, od chwili kiedy wszystko się zaczęło.
Można rzec, że symbolicznie Reformacja rozpoczęła się z chwilą przybicia przez doktora Marcina Lutra, 95 tez wymierzonych przeciw odpustom, do drzwi kościoła w Wittemberdze w 1517 roku. Sama Reformacja spowodowała powstanie silnego, ale zróżnicowanego ruchu religijnego, który podkreślał z całą stanowczością, że jedyną normą wiary, wystarczającą do zbawienia jest Pismo Święte. Takie twierdzenie spowodowało, że wiele oczywistych i wyznawanych powszechnie dogmatów katolickich zostało podważonych i obalonych, jako nie mających oparcia w Biblii.
Między innymi podważano takie dogmaty katolickie jak chrzest niemowląt, Trójca Św., realną i fizyczną obecność Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej, święcenie niedzieli i innych świąt katolickich itp.
Michał Serwet w 1531 r. wydał swoje dzieło "O błędach dotyczących Trójcy Świętej". W roku 1553 zjawił się w Genewie gdzie został rozpoznany i aresztowany przez zwolenników Jana Kalwina, reformatora szwajcarskiego. Postawiono mu wiele nieprawdziwych zarzutów, między innymi o niemoralne prowadzenie się. Ostatecznie jednak udowodniono mu dwie "zbrodnie": odrzucenie chrztu dzieci i niewiarę w Trójcę Świętą. Skazano go na śmierć. Tuż przed wejściem na stos zaproponowano mu życie w zamian za odwołanie swoich poglądów, on jednak zdecydowanie odmówił. Spłonął żywcem na stosie w Genewie, 27 października 1553 roku. Wiele lat wcześniej wyznał: "za prawdę przyjdzie mi umrzeć" i nie pomylił się. Ale prawda za którą umarł wybuchła nowym i niespotykanym płomieniem w Polsce; i to jak na ironię w łonie kościoła gdzie przywódcą był Jan Kalwin.
Już w 1556 r. na synodzie Kościoła Reformowanego w Seceminie, wystąpił minister tego kościoła Piotr z Goniądza twierdząc, że Bogiem Najwyższym jest tylko Bóg Ojciec, natomiast Chrystus jako Jego Syn jest znacznie mniejszy, ponieważ Jego boskość pochodzi od Ojca. Występuje także przeciwko praktyce chrztu dzieci, a na znak swoich pacyfistycznych przekonań przywiązał sobie do boku drewniany miecz. Ale Prawda Boża, jeszcze wtedy nie trafiła na podatny grunt. Mimo to z roku na rok przybywało zwolenników Bożej Prawdy.
W 1557 r. minister kalwiński Szymon Zacius bije na alarm, że w Polsce nauka Serweta zdobywa coraz więcej zwolenników.
W 1558 r. na synodzie zboru małopolskiego pojawiają się skargi na ministra Jana Falconiusa, że szerzy oficjalnie naukę Serweta dowodząc niższości Chrystusa od Boga Ojca i ucząc, że był On jedynie człowiekiem.
Na synodzie pińczowskim w 1559 r. wystąpił szlachcic Remigiusz Chełmski z twierdzeniem, że "modlitwa do Ducha Świętego nie jest wedle Pisma Świętego i nie ma być we zborze czyniona". Razem z Piotrem Statoriusem, wykładowcą szkoły pińczowskiej, nazywał taką praktykę bluźnierstwem.
W 1562 r. występuje Stanisław Paklepka z bardzo śmiałym twierdzeniem na temat Trójcy Świętej: "Wszystkie inne artykuły (wiary) zostały z wielką siłą wydarte z piekielnej paszczy tego potwora (papiestwa), a tylko ten jeden, na którym opiera się podstawa życia wiecznego, ma pozostać nietknięty? Czy należy sądzić, że tylko ten wyznaje Boga w należyty sposób, który zniszczył wszystkie prawa boskie? Jak mogło wielu z naszych zapewniać, że tylko ten jeden artykuł jest w papiestwie słuszny?".
W tym samym roku Grzegorz Paweł z Brzezin kieruje do teologów szwajcarskich z Janem Kalwinem na czele dramatyczny apel: "Tymczasem napominam Was i przestrzegam abyście zwracali uwagę na chwałę Bożą, na prostotę i czystość Słowa Bożego; nie patrzcie na to, co inni napisali i jak wiele musieliby odwołać (...) Nie oglądajcie się na wrogów, na zamieszanie. Niech się wali świat, byleby ostała się chwała Boga i prawda Syna Jego, której bronimy (...) Strzeżcie się, abyście się nie stali winni rozlania krwi przez utwierdzanie przeciwników, bo krew rozlana będzie wołać do nieba".
Synod w Pińczowie 2 kwietnia 1562 r. większością głosów przyjmuje wyznanie wiary odrzucające wiarę w Trójcę Świętą. Natomiast synod z października tego roku nie dopuszcza do głosu Grzegorza Pawła i wyklucza go ze zboru. Zwołany dokładnie rok później do Pińczowa synod generalny staje w obronie Grzegorza Pawła i organizuje Polski Mniejszy Kościół Reformowany. Przezywano ich "arianami", aby zohydzić ich w opinii kościołów chrześcijańskich. Oni sami nazywali siebie "chrystianami" lub po prostu "Braćmi Polskimi".
Odrzucali dogmat o Trójcy Świętej bo Pismo Święte nic a nic o tym dogmacie nie mówi. Synod pińczowski z 1564 r. tak to uzasadniał: "Takowe tedy sny rozumu ludzkiego jako plotki i szaleństwo jasnością Słowa Bożego dobrześmy zrozumieli, a zrozumiawszy mocą Ducha Świętego jako te, które są szkodliwe zbawieniu naszemu, odrzuciliśmy precz".
Praktykowali chrzest dorosłych przez całkowite zanurzenie w wodzie na wyznanie wiary dla tych, którzy porzucili swoje grzechy i rozpoczynali nowe życie. Oto piękne świadectwo tego: "Lubieniecki Jędrzej opuścił dwór królewski, dał się ochrzcić i został kaznodzieją Braci Polskich. Podobnie więc w świętych szatach odbywał się chrzest dorosłej Braci Polskiej w Nowym Sączu na przedmieściu, za rzeką Kamienicą, uroczyście z kazaniem o jedności Boga i nicości chrztu dziatwy nierozumnej. Katolicy, a mianowicie duchowieństwo niewymownie zgorszone kazaniem i obrzędem, miejsce ono zwali Piekłem. Jakoż piekłem zwie się każde takie miejsce chrztu dorosłych, a jest ich niemało po kraju". Z powodu chrztu przezywano ich pogardliwie "nurkami".
Głosili radykalne poglądy społeczne. Paweł z Wizny wołał: "Ja tak rozumiem i tak wierzę, iż się wiernemu nie godzi mieć poddanych, a daleko mniej niewolników i niewolnic; gdyż to jest rzecz pogańska panować nad swoim bratem, potu jego abo raczej krwie używać. Ano Pismo Św. jaśnie świadczy, że Bóg z jednej krwie uczynił wszystek rodzaj człowieczy; wedle czego wszyscy jesteśmy sobie równi". W historii zapisał się piękny przykład praktycznej realizacji tych haseł społecznych. Otóż zamożny szlachcic kujawski, Jan Niemojewski, pod wpływem Marcina Czechowica, sprzedał swe majętności a pieniądze rozdał ubogim, zrezygnował z urzędu sędziego inowrocławskiego, odpasał od boku szablę, przywdział skromniejszy ubiór plebejski i poświęcił resztę życia pracy kaznodziejskiej.
Głosili równość, braterstwo, tolerancję, wolność sumienia, rozdział kościoła od państwa i całkowity prymat Pisma Św. w każdej dziedzinie ich życia.
Byli pacyfistami tzn. przeciwnikami jakiejkolwiek wojny. Grzegorz Paweł pisał: "Ja jednak o Chrystusie czytałem coś wręcz przeciwnego, że mianowicie zawsze był cichy, cierpliwy, pokorny i tych właśnie zalet kazał się wiernym od siebie uczyć, nie żadnych wojen, jako, że sam nigdy nie toczył sporów, głosu jego na ulicach nie słyszano (...), a tym bardziej był daleki by czyjąś krew przelewać. Wisząc na krzyżu za nieprzyjaciół się modlił i obrzucony zelżywościami nie złorzeczył, a gdy mu zadawano męczarnie, nie odgrażał się, lecz sprawę swoją poruczał Bogu, pozostawiając nam przykład w tej mierze, byśmy szli jego śladami".
Przestrzegali 10 Bożych Przykazań i zamiast niedzieli wielu z nich święciło szabat (sobotę). Zachowało się takie oto świadectwo: "Zakon nad Ewangelię przekładali i żydostwo wprowadzili. Z tych niektórzy już sabatowali, niektórzy potraw tych nie jadali, których Żydowie nie jadają".
Praktykowali powszechne kapłaństwo wszystkich wiernych. Kaspar Wilkowski przeciwnik Braci Polskich pisał, że "krawcom i szewcom" dawali miejsce na kazalnicy i zachwalali sobie, "że się więcej jednej godziny słuchając ich nauczyli niż przez wszystek wiek z ksiąg".
W 1569 r. założyli miasteczko Raków. To małe miasteczko nieco później zasłynie na całą ówczesną Europę. To tam powstanie znana w całej Europie słynna Akademia Rakowska, jedna z najbardziej światłych uczelni w owym czasie. Przybywali tam z całej Europy ludzie, aby na własne oczy zobaczyć to co się wśród Braci Polskich działo. Wielu z nich - Niemców, Włochów,- przekonało się do Prawdy Bożej i pozostało w Polsce do śmierci. A wszyscy oni z dumą nazywali się Braćmi Polskimi.
Wracamy do pytań, które postawiliśmy na początku; czym zasłużyli sobie na tak okrutne i haniebne potraktowanie, jakich to strasznych zbrodni się dopuścili, że bez litości wygnano z ich kraju, jak najgorszych przestępców i zbrodniarzy?
Ludzi, którzy nigdy nikomu nie wyrządzili żadnej krzywdy, którzy woleli znosić zniewagi i utratę swoich majątków niż iść do armii by zabijać bliźnich, którzy prowadzili proste i pobożne życie.
Jaka więc była ich zbrodnia?
Kochali Pismo Święte i jak tylko potrafili żyli według niego. Duchowe życie, które w nich zapłonęło odtąd zaczęło szukać ujścia dla siebie i w rezultacie musiało płynąć pod prąd wydarzeń ogólnych. Swoimi rewolucyjnymi hasłami wyprzedzili swoją epokę o niemal 300 lat. Dzisiaj, takie sprawy jak; wolność sumienia, rozdział kościoła od państwa, pacyfizm, równość, braterstwo, które głosili, uważamy za rzeczy oczywiste, ale wtedy były uważane za zbrodnię.
Przyszło im za to srogo zapłacić. Byli w owym czasie w Polsce, Bożym Światłem, które na krótko tylko zabłysło. Dlatego tak bardzo ich nienawidzono. Jezus powiedział: "A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków" (Jana 3,19-20).
Wierne dzieci tego narodu, zdradzeni i opuszczeni przez wszystkich opuszczali kraj. "Świat nie był ich wart - i błąkali się po pustyniach i górach, jaskiniach i rozpadlinach ziemi" (Hebrajczyków 11,38). Mimo to nie mieli w sercu żadnej urazy i nienawiści.
Jan Stoiński opuszczając kraj wołał: "Obyż Naród nasz chciał uważać czas nawiedzenia i swego zbawienia! ... obwaruj go pokojem i błogosławieństwem...". Wtórował mu Moskorzewski: "Pragniecie nas wyrzucić?...nie zdołacie odwrócić serca naszego od Rzeczypospolitej. Gdziekolwiek będziemy, będziemy uważali, że nie jesteśmy daleko od Pana naszego...Ojczyzny naszej najdroższej...Ciebie, Królu i Was Senatorowie, błagamy, nie uważajcie nas za synów bluźnierczych...".
Opuszczali kraj całymi rodzinami. Straciła Polska, a zyskały inne kraje. Nigdy o nich nie zapomnimy.
Niewinni zostali wygnani, a prawdziwi zdrajcy narodu polskiego pozostali. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Nadeszły czasy "targowicy", rozbiorów, powstań - okazało się kto naprawdę był zdrajcą, tylko, że było już za późno. Niesprawiedliwy wyrok do dzisiaj nie został odwołany, hańba dalej unosi się nad Polską, a prawdziwi zdrajcy wciąż nie ukarani żyją wśród nas.
[Wstecz] [Strona Główna] 2763