[Wstecz]
[Strona Główna] |
| Rozmowa z Prawdą |
Parę dni temu szedłem sobie ulicą- i wpadłem na Prawdę.
- O, Prawda! - zawołałem. - Jak leci! Kopę lat!
- I owszem - odrzekła Prawda smutno. Może z wyjątkiem ciebie i paru jeszcze osób mało kto chce mnie dziś znać. Zresztą, co tu dużo gadać... Chyba zawsze tak było.
- No - bąknąłem - ale przecież ja cię jeszcze pamiętam. A może masz chwilkę? Chętnie zapytałbym o parę spraw w związku z konfliktem arabsko-izraelskim. Bo lektura gazet nic mi nie wyjaśnia. To jak, masz trochę czasu?
- Czasu? - zaśmiała się Prawda. - Czasu to ja mam całą wieczność. Tylko ostatnio jakoś nikt nie chce ze mną gadać. Z moim starym kumplem Logiką spędzamy cały czas na grze w szachy. Pytaj śmiało, o co tylko zechcesz. - No więc - zacząłem - po pierwsze, chciałbym wiedzieć, ile tak naprawdę było wojen izraelsko-arabskich. Bo prasa podaje rozmaite liczby.
- To akurat proste pytanie - odpowiedziała Prawda. - Jedna wojna.
- Jak to: jedna? - zdumiałem się. - A wojna o niepodległość w 1948? A kampania synajska w 1956, a wojna Jom Kipur w 1973, a operacja Pokój dla Galilei w 1982? To już mamy pięć.
Prawda zaśmiała się.
- Mylisz się. Wojna wybuchła w 1948 roku, kiedy Izrael zaatakowały połączone wojska wrogich sąsiadów. Odtąd wojna trwa non stop. Owszem, bywają chwile wytchnienia w bezpośredniej walce, ale wojna nie zamiera. Bo żeby mogła się skończyć, kraje arabskie musiałyby odstąpić od swej nieustannej agresji i zawrzeć pokój z Izraelem. A dotąd mieliśmy do czynienia co najwyżej z czasowym zawieszeniem ognia.
Prawda dodała jeszcze:
- Co więcej, większość państw arabskich nie kryje wcale, że od 53 lat jest w stanie wojny z Izraelem. Wojna nie musi przecież oznaczać nieustającej zażartej bitwy. Konflikt militarny to tylko jeden z aspektów wojny, choć nader istotny i bardzo widoczny. No i kontynuowała Prawda - co oczywiste, weź pod uwagę wszystkie bezpośrednie i pośrednie sposoby wspierania międzynarodowych organizacji terrorystycznych przez niektóre państwa arabskie. Widzisz więc, że podczas jednej długiej wojny mieliśmy do czynienia z pięcioma okresami nasilenia walk stricte wojskowych.
- No dobrze - odrzekłem - ale mam jeszcze inne pytanie. Mianowicie, czemu uparcie nazywasz terytoria okupowane przez Izrael Judeą i Samarią?
- Jak to czemu? Bo tak się nazywają i zawsze się tak nazywały - odparła Prawda. Rzetelność historyczna nie powinna być wyłącznie domeną rzekomych fanatyków religijnych i żarliwych miłośników Biblii. Przyjrzyj się rezolucjom ONZ z końca lat czterdziestych XX wieku, zajrzyj do dokumentów Mandatu Brytyjskiego, spójrz na jakąkolwiek mapę sprzed 1948 roku, a znajdziesz tam tylko te dwa słowa: "Judea" i "Samaria", nigdy zaś "Zachodni Brzeg".
- Czyli Judea i Samaria to faktyczne nazwy tych ziem! Dlaczego więc cały świat uparcie używa określenia "Zachodni Brzeg"?
- Z przyczyn politycznych albo z powodu niewiedzy. Albo z obu tych względów odrzekła smutno Prawda.
- No a Palestyńczycy? - spytałem. - Czy nie mają prawa do własnego państwa?
- Oczywiście że mają. Tylko że oni już mają własne państwo.
- Co też ty mówisz! A niby gdzie? - zdziwiłem się.
Prawda uśmiechnęła się i odpowiedziała: - To państwo Izrael.
- Jak to: państwo Izrael! - zawołałem zbulwersowany. - Izrael to państwo żydowskie.
- A o kim tu mówimy? - uśmiechnęła się Prawda. - Pytałeś przecież o Palestyńczyków.
- Nic już nie rozumiem - powiedziałem. - Czy Palestyńczycy to nie Arabowie?
- Nie - odrzekła krótko Prawda. - Przed rokiem 1948 Apel o Zjednoczony Izrael nazywano Apelem o Zjednoczoną Palestynę. Oficjalny organ prasowy ruchu syjonistycznego nosił nazwę "Nowa Palestyna". Dzisiejsza gazeta Jerusalem Post nazywała się Palestine Post. Brygada Palestyńska w armii brytyjskiej w czasie II wojny światowej składała się wyłącznie z Żydów z terenu Palestyny. A Izraelska Orkiestra Filharmoniczna, założona w 1936 roku przez Bronisława Hubermana, nazywała się Orkiestrą Palestyńską i liczyła 72 muzyków, w większości uciekinierów z Europy i oczywiście Żydów.
- No dobrze, ale nie odpowiedziałaś na moje pierwotne pytanie - nie ustępowałem. - Co z Palestyńczykami narodowości arabskiej? Czy oni nie mają prawa do własnego państwa?
Prawda popatrzyła na mnie dziwnie
- Zakładając, że istnieje potrzeba państwa dla Arabów palestyńskich, powtórzę swoją pierwszą odpowiedź: takie państwo już istnieje. Jest to Jordania.
- Jordania! - zawołałem z niedowierzaniem
- Owszem, Jordania. Jordania to de facto Wschodnia Palestyna - odparła Prawda. - Państwo to zajmuje dziś około 78 procent pierwotnego terytorium mandatowego powierzonego Brytyjczykom przez Ligę narodów w ściśle określonym celu - aby utworzyli tam, na historycznych ziemiach izraelskich, po obu brzegach rzeki Jordan, ojczyste państwo dla Żydów. A ludność dzisiejszej Jordanii stanowią w proporcji około 70 proc. właśnie palestyńscy Arabowie.
- Poczekaj, czy ja aby dobrze rozumiem? - myślałem na głos. - Twierdzisz, że konflikt arabsko-izraelski to jedna długa wojna trwająca po dziś dzień. Że Zachodni Brzeg to nie Zachodni Brzeg, ale Judea i Samaria. Że Palestyńczycy to nie Arabowie, ale Żydzi i Arabowie. Że państwo palestyńskie nazywa się Jordania. Dla ciebie to naprawdę tylko kwestia doboru słów?
- Każdy psycholog powie ci, że manipulowanie słowami to wcale nie błahe igraszki, ale całkiem poważny sposób kształtowania podświadomości - odrzekła Prawda. - W naszym konkretnym przypadku znaczy to tyle, że jeśli będziesz używał nazwy Zachodni Brzeg" wystarczająco długo, to określana nią ziemia zacznie się kojarzyć hardziej z Arabami niż z Żydami, tak jak używanie nazw Judea i Samaria powodowałoby, że kojarzyłaby się ona z Żydami. To prosty sposób manipulowania ludźmi. Dlatego właśnie Abdullah musiał zmienić nazwy Judei i Samarii.
- No nie, nie uwierzę - powiedziałem. - Żeby cały świat tak dał się nabrać?
- Jeszcze pytasz? - Prawda podniosła się i powoli oddaliła się ulicą. Na rogu obróciła się jeszcze i pomachała i wkrótce jej samotna sylwetka wtopiła się w tłum.
[Tekst ten opublikowano w angielskim wydaniu Winnicy (The Vineyard) w sierpniu 1987
roku].
Yedidya Atlas,
Israel Scene
[Wstecz] [Strona Główna] 2099